Szukaj:Słowo(a): Wypalenie zawodowe u pielęgniarek

a policji nie szkoda?



Mogliby to robić w ramach praktyk zawodowych.

to moze tak: jedna grupa bezrobotnych
ubrana w koszulki z napisem "jestem gornikiem"[1], druga
w koszulki z "jestem policjantem"[2]. cola i popcorn dla widzow
wliczone w cene biletu. i co jakis czas przerwa na reklame.
w ten sposob nie dosc, ze sie zwroci, to jeszcze mozna
zarobic.



Biorąc pod uwagę, że jest deficyt rozrywek, np. takich cyrków
już nie ma, to mogłoby wypalić.

a, trzecia grupa bezrobotnych bedzie sprzatala po zabawie.

[1] napis wykonany farba zmywalna, zeby za tydzien mozna
     bylo zmienic na "jestem pielegniarka".



A pielęgniarki czym zawiniły?

[2] jesli dojdzie do linczowania politykow, to politycy maja
     byc prawdziwi!



Bez ochraniaczy :-)

arNIK,

A mi się zachciało poszperać.
"Dzisiejsze rozumienie tego pojęcia zakłada, iż wypalenie nie dotyczy każdej grupy zawodowej, a termin ten stosowany jest do opisania objawów pojawiających się u osób wykonujących zawody, w których bliski kontakt interpersonalny, pełen zaangażowania, a także cechy osobowości profesjonalisty stanowią podstawowe instrumenty czynności zawodowych, decydujące o poziomie wykonania zawodu i sukcesach (Tokarz, Nęcka, 1997). Wypalenie zawodowe dotyczy zatem zawodów określanych mianem społecznych, usługowych, w obrębie których znajdują się takie grupy zawodowe jak: lekarze, pielęgniarki, psychologowie, psychiatrzy, pracownicy opieki społecznej, doradcy zawodowi w urzędach, kuratorzy sądowi, personel więzienny, księża."
żródło: artykuły Edyty Starostki w www.psychologia.net.pl.
Polecam uwadze. Pozostałe publikacje, na których podstawie śmiem twierdzić, że wypalenie to coś więcej niż zniechęcenie i frustracja czytałam w czasopismach i nie pamiętam dokładnej bibliografii.
I miej litość - nie równaj obciążenia psychicznego w wymienionych przeze mnie sytyacjach (zawodach) z pracą w lesie czy nawet biurze nadleśnictwa. To jest dla człowieka z wyobraźnią (choćby minimalną) oczywiste i nie wymaga uzasadnienia.
Na zakończenie cytat dla wypalonych - do przemyślenia:
"Nie możesz się wypalić, jeśli nigdy nie płonąłeś"
Jeff Schmidt
Cinnamonka,
jest mi bardzo bliskie to, co piszesz. Chyba mamy dość dużo wspólnych poglądów. Ja już też nie pozwolę się poniżać i traktować z góry. Pielęgniarka czy też lekarz jest takim samym człowiekiem jak ja z tym tylko, że to ja tutaj potrzebuję pomocy i to nie byle jakiej bo sprawy związane z psychiką to bardzo delikatne sprawy, to nie jest tak, że można źle założyć szew a rana i tak się zrośnie. Tutaj potrzeba bardzo dużo empatii i współodczuwania, ja rozumiem, że jest coś takiego jak wypalenie zawodowe, niemniej jednak należy bardzo uważać bo można zrobić krzywdę. Primum non nocere. Nie wiem dlaczego niektórzy lekarze mylą osoby chore psychicznie z osobami upośledzonymi umysłowo, przecież na Boga, my mamy intelekt i posiadamy zdolność myślenia, po jakie licho osobie chorej psychicznie mówić, że czarne jest białe a białe jest czarne? Czy Ci lekarze nie wiedzą, że my wyczuwamy sztuczność jak tresowane chomiki? Jeśli choruję na schizofrenię to gramy w otwarte karty bo ja takiej gry wymagam i wymagam też jasnej, rzetelnej informacji o moim stanie zdrowia. A przede wszystkim wymagam dialogu, rozmowy jak z człowiekiem a nie traktowania mnie jak przypadku jednego z miliona. Może jestem zbyt wymagająca, pora się zacząć leczyć ze zbyt wysokich wymagań bo polska psychiatria jest jaka jest, nie ma się co łudzić.
Pozdrawiam serdecznie Ciebie Cinnamonka, Adelaide.
Odnośnie niektórych lekarzy (bo akurat miałam na świeżo styczność) nie chce mi się gadać. Zawsze (do tej pory) raczej ich broniłam i uważałam, ze powinni godnie zarabiać. Życie weryfikuje wszystko. Oczywiście nadal uważam, że dotychczasowe pensje były za niskie, ale zauważam niestety (nie tylko ja), że im więcej dostają, tym bardziej zadzierają głowę w górę i uważają się za bóg wie co. Niech zarabiają, ale warunek: niech podchodzą do swojej pracy z należytym zangażowaniem (tak.. tak ... wiem... wypalenie zawodowe), ale są wszystkiego granice. Niech przychodzą choć punktualnie do pracy, i wychodzą też punktualnie (a nie biegusiem do prywatnych gabinetów). Niech w czasie pełnienia dyzurów w porze nocnej - wykonują jakąś pracę i skończy się to żenujące "gdybanie" pielegniarek, bo cos się dzieje z pacjentem, ale pan doktor śpi i niezbyt wypada go obudzić, bo potem będą niesnaski, że został obudzony do takiego "niby nic" i do takich drobiazgów prosze mi nie zawracac głowy. Niech... a zresztą dużo by pisać...

Niech zarabiają, ale niech uczciwie pracują!

Wszystko powyższe nie dotyczyło wszystkich, zeby nie było, że uogólniam. Ale znam to środowisko nie od wczoraj i zdecydowanie na palcach mogłabym wyliczyć takich (na swoim terenie), którzy się nie obijają i którym można zaufać i powierzyć zdrowie. Niektórych trzeba omijać wielkim łukiem...
Bardzo dobre pytanie, sam osobiście też dziwię. Zarobki marne, odpowiedzialność wielka, tak samo jak oczekiwania pacjentów bo dadzą czekoladki , narażenie na szkodliwe czynniki, a zarobki jak za kasą w biedronce...(nie urągając kasjerom). Na szczęście za morzem mamy Skandynawię, gdzie pielęgniarki są doceniane przez wszystkich, co przedkłada się też na ich płacę. Poczekajcie jeszcze trochę, a zostaniecie wszyscy na łasce starych, wypalonych zawodowo kobiet, które edukację zakończyły 30 lat temu, wtedy docenicie co znaczy dobra pielęgniarka, bo z obecnymi zarobkami żadna młoda osoba po studiach do pracy w tym zapyziałym powiatowym szpitalu nie przyjdzie.

ps. Wylewacie żale na pielęgniarki, ale żal powinniście mieć od osób odpowiedzialnych za nasz chory system opieki zdrowotnej. Może mi ktoś powiedzieć jak to możliwe, że na dyżurze na oddziale neurologii są dwie pielęgniarki oraz dwie salowe i jak te kobiety mają się uporać z 50 chorymi w tym z np. z 20 stale pozostającymi w łóżku? Proponuję pójść do Jadwinowa jako wolontariusz, popatrzeć, albo lepiej pomóc w pielęgnacji osoby leżącej i dopiero komentować jak to ,,piguły" mają dobrze. Na świecie standardem jest, że na jedną pielęgniarkę przypada 4-5 chorych max.
Asystent, opiekunka, pielęgniarka wspomagająca osobę niepełnosprawną powinna rozmawiać z podopiecznym, po to chyba ma elementy psychologii... i stąd bierze informacje o stanie podopiecznego.
Często chwila rozmowy, zwykłe zainteresowanie wywołuje większy efekt terapeutyczny niż typowe fizyczne wysiłki. Przecież część powikłań ma podłoże somatyczne.
W tych zawodach występuje wieksze zagrożenie wystąpieniem syndromu wypalenia zawodowego, czesto spotykane w zawodach zwiazanych z pomaganiem innym. Szkoda tylko, że właśnie dla osób pracujących z chorymi nie ma ustawowo zagwarantowanych aktywnych form wspomagania psychologicznego (chociażby wydłużony urlop)
Sadzę że stąd biorą się również skargi nas samych- w roli pacjentów na personel
No właśnie, praca w szkole, to nie tylko lekcje od rana do południa. To też te maskaryczne konspekty, potem ich poprawki, plany lekcji.

To cała masa zaangażowania. To też odpowiedzialność i stres.

Ja podziwiam nauczycieli, którzy pomimo tylu lat pracy wciąż jeszcze nie są wypaleni zawodowo i nauczają z pasją oraz charyzmą. :)


Tak, też ich podziwiam. Tak samo podziwiam lekarzy, pielęgniarki, funkcjonariuszy policji itd. itd. :)
Praca w szkole to ciężka rzecz- opisywanie wypalenia zawodowego zaczęło się właśnie od zawodów które wymagają nieustannych kontaktów z ludźmi jak nauczyciele, pielęgniarki, psychologowie itp. A swoją drogą- widzisz jakieś pomysły na przekwalifikowanie się? Ja zajmuję się tzw. HR-ami i jak się zastanawiam- nie bardzo widzę się gdzie indziej. Logistyka? - odpada- to dopiero jest młyn! Działy techniczne- też odpadają ze względu na brak wykształcenia technicznego. Księgowość- absolutnie! Pozostaje mi nadziej na bardzo wysoką wygraną i zajęcie się podróżami po świecie .
Witam Piszę pracę na temat wypalenia zawodowego pielęgniarek. Mam ogromną prośbę czy mógłby mi ktoś przesłać jakieś materiały (ankiet , np.kwestionariusz Maszach lub jakieś inne) ? Z góry bardzo dziękuję . Proszę o wysyłanie potrzebnych mi informacji , które Państwa zdaniem idealnie trafią w mój problem na adres mariolaarendarska@o2.pl .
Brawo dla Przemka... Ludzie! niestety ale w ratownictwie jest potrzebna świeża krew. Ludzie są wypaleni ciągłą walka o pieniądz i święta prawda, że zawsze znajdą sie tacy co psują zarobki w danym zakładzie pracy a wystarczy walczyc razem a nie dzielić sie na ratowników, kierowców i pielęgniarki. Ratownictwo to nie PCK! Pamiętajcie, że pracodawca tylko na to czeka. Wręcz jest mu na rękę jak grupy zawodowe są skłócone.
A jeśli chodzi o tytuł mgr to tak naprawde nie jest on potrzebny do jeżdżenia karetką jednak licencjat wypadałoby skończyć. Czy widział ktoś w dzisiejszych czasach kierownika zespołu po szkole średniej?
No chyba, że jest z popszedniej epoki i ma naleciałości komunistyczne...
Pewnie znajda sie tacy, którzy powiedza, że doswiadczenie robi swoje ale tak naprawdę i tak trzeba sie samemu doksztalcać jeżeli nie chcecie popełnic gafy.
Myślę ,że nie wypalił strajk lekarzy ,gdyż nie miał poparciaspołecznego,spróbowano z pielegniarkami.

Gdybym był stroną rządową , w ten czy inny sposób rozmył bym strajk ,a później dałbym podwyżkę-z uwagi na niedowartościowanie średniego personelu.

Strajk jest polityczny ,kobiety są manipulowane gdyż organizatorzy wiedzą że strona rządowa gdyby uległa to nastapiła by eskalacja strajków ,różnych grup zawodowych,które równierz sa nidoszacowane finansowo.

Zobaczymy co będzie.Opozycja dalej nie docenia Kaczorów -to są bardzo dobrzy Gracze-do tej pory najlepsi jakich widziałem.Dobrym graczem był Kiszczak i Kwaśniewski 120%poparcia ,ale ten ostatni łowił tylko w mętnej wodzie.
Na problem wypalenia zawodowego zwrócono uwagę już ponad 30 lat temu. Ostatnio zaczyna być postrzegane jako jedno z dwu – obok depresji – największych zagrożeń naszego zdrowia psychicznego; nazywa się je wręcz epidemią XXI wieku.

Dwa lata temu Elżbieta zaczęła się „dziwnie” zachowywać. Ta oddana swojej pracy pielęgniarka, świetny fachowiec, uwielbiana przez pacjentów i lubiana przez koleżanki – nigdy żadnej nie odmówiła zastąpienia na dyżurze – zaczęła skarżyć się na ból pleców, spóźniała się do pracy, w szpitalu wciąż spoglądała na zegarek, unikała wykonywania bardziej skomplikowanych zabiegów, z wyraźną trudnością podejmowała decyzje, wciąż była zdenerwowana. I miała pretensje, do przełożonych, że wciąż od niej czegoś chcą, a nawet do chorych, o których mówiła z coraz większą irytacją, na przykład: ten spod siódemki znów mi zawraca głowę. Ostatnio czuć było od niej alkohol.

Co się stało z Elżbietą, świetnym pracownikiem i wspaniałym człowiekiem? Namówiona przez koleżanki, w końcu zwróciła się do lekarza – jeden orzekł, że jest przemęczona i zalecił dłuższy urlop, drugi zapisał leki na uspokojenie, trzeci długo z nią rozmawiał i zadecydował: „To początki wypalenia zawodowego, widzę wyraźne symptomy tej choroby”.

Co robic zeby sie nie zapetlic i nie zapracowac na smierc
Nalezy sobie odpowiedziec na pytanie co rozumiemy przez prywatyzacje szpitaliKto i na jakich warunkach moglby je kupic?Czy PANSTWO POWINNOWYZBYC SIE WSZYSTKICH SZPITALI.I CZY PRACOWNICY OCHRONY ZDROWIA POWINNI MIEC W NICH UDZIALY.OSOBISCIE UWAZAM,ZE ZATRUDNIANIE LEKARZY I PIELEGNIAREK NIE NA UMOWY O PRACE TYLKO CYWILNO-PRAWNE JEST NIEUCZCIWE WOBEC PERSONELU.
OSZCZEDZ SIE NA ZUSIE I DAJE PARE GROSZY WIECEJ LEKARZOM.O ICH BYCIE NA EMERYTURZE NIKT NIE MYSLI.pRACUJE W ZAWODZIE 20 LAT I NIGDY NIE DOSTALAM 13 PENSJI ,NAGRODY JUBILEUSZOWEJ ETC.PRZERZUCA SIE NA LEKARZY ODPOWIEDZIALNOSC CYWILNO-PRAWNA.STAWKI OBECNE NIE REKOMPENSUJA STRAT ZWIAZANYCH ZW/W PRZEDSTAWIONYM STYLEM ZATRUDNIANIA.wIELU LEKARZY ZNAJDUJE SIE W BLEDNYM KOLE,TO CO ZAROBI WKLADA W SYSTEM.SPRZET APARATURA,OBSLUGA POZAMEDYCZNA 'FIRMY".lEKARZ POWINIEN LECZYC-DOBRZE,ZEBY TO CZYNIC MUSI MIEC CZAS NA DOKSZTALCANIE,ALE TEZ NA WYPOCZYNEK.OBECNIEBARDZO DUZO CZASU POSWIECA NA ADMINISTRACJE GABINETU CZY PRZYCHODNI.tO MARNOTRASTWO POTENCJALU.dIABEL TKWI W SZCZEGOLACH A TAK NAPRaWDE W PIENIADZACH.IPROCZ KOSZTOW MWEDYCZNYCH SA TAKZE KOSZTY POZAMEDYCZNE,AKONTRAKTY Z nfz NIE POKRYWAJA CALKOWITYCH WYDATKOW.PROWADZI TO DO NIEWOLNICZEJ PRACY W POGONI ZA JAKIM TAKIM ZAROBKIEM,ALE W EFEKCIE DO WYPALENIA ZAWODOWEGO Z POWODU BRAKU SATYSFAKCJIZAWODOWEJ,BRAKU CZASU NA ROZWOJ ZAWODOWY,BORYKANIE SIE Z KWESTIAMI ADMINISTROWANIA,ZAKUPEM SPRZETU/B DROGIEGO/NA KONIEC POZOSTAJE EMIGROWAC LUB ZBASTOWAC-LECZYC TANIO,SZYBKO BO TRZEBA WYROBIC LIMITY.JAK NIE WYROBUSZ TO NIE DOSTANIESZ PIENIEDZY.BANALNA CHOROBA PRACOWNIKA LEKARZATO DRAMAT DLA FIRMY JEDNO LUB PAROOSOBOWEJ.JEDNYM SLOWEM NIEWOLNICTWO 21 WIEKU.nIE UDA SIE ZADNA REFORMA BEZ ZADOWOLENIA PRACOWNIKOW-BO TO DECYDUJE O JAKOSCI PRACY
wedlug mnie kazdy powinien prcowac tyle ile uzna za stosowne, a nie na siłę "dobija" do wieku.



podoba mi się taka idea!
to ja w takim razie nie uznaję za stosowne dalej pracować mam 28 lat i już się zmęczyłam i wypaliłam.
po co mam się dalej męczyć, jeżeli moze mnie utrzymywać państwo z haraczu ściągniętego i z Ciebie i z Dreptaka
a co!
pracę przy komputerze też można uznać za warunki szkodliwe, to może sobie jakąś rentę wyrobię na moje biedne schorowane patrzałki...

ach! górnicy, nauczyciele, pielęgniarki! moje ulubione grupy zawodowe
dajcie nam podwyżki, wcześniejsze emerytury, gigantyczne odprawy! a jak nie, to najedziemy stolicę bo nam się należy!

dawno, dawno temu, kiedy ziemia była płaska i opierała się na siedmiu krokodylach, ludzie żyli krótko, acz intensywnie. polowali, hodowali, podbijali i zdobywali. a teraz? czlowiek żyje tak długo, że pomysłu na całośc tego życia nie ma. a i od dobrobytu się w ...eee głowach poprzewracało. państwo chlebek zapewni, ciepłą posadkę, emeryturkę albo 3 - letnią rentę za złamaną rączkę. a niewolnik - naiwniak, co ambitnie, uczciwie próbuje zarobić, utrzymywać musi i te schorowane nauczycielki i resztę tego roszczeniowego społeczeństwa.
Polak jak Rosjanin - we wszystkim pierwszy i zawsze najważniejszy.
Polecam Magazyn Pielęgniarki i Położnej tworzony w całości przez i dla pielęgniarek i położnych.
Czasopismo zawiera aktualne tematy, problemy środowiska zawodowego, artykuły o kształceniu i praktyce.
Każdy numer z reguły ma temat przewodni.
W numerze marcowym znajdziecie standardy obowiązujące na bloku operacyjnym, zagrożenia w pracy pielęgniarki operacyjnej, słowo o wypaleniu zawodowym oraz tematy z zakresu położnictwa.
Oprócz tego w każdym numerze lekcje języka angielskiego, rozrywka i informacje o organizowanych konferencjach oraz godne polecenia "Moje spotkanie z pacjentem".

Jeśli zaś wolicie internet polecam www.nursing.com.pl

Polecam, czekam właśnie na nowy numer czasopisma, z pewnością polecę wam artykuł, który mnie zainteresuje.
no fakt, nie ma lekko...
teraz czekam na pracę jako pielęgniarka, bo jako pomoc pielęgniarska wypaliłam się zawodowo w ciągu dwóch lat
mycie, ubieranie, jedzenie, pampersik, mycie, ubieranie, jedzenie, pampersik i tak do zarąbania
a jak wpadłaś na to, że to ja ???
piszę tam od roku i mam nadzieję, że przestanę w końcu narzekać na ciężki los pomocy pielęgniarskiej. Cierpliwość i upór w dązeniu do celu jednak się opłaca.
Tymi opowieściami nie chcę absolutnie nikogo straszyć Hiszpanią, bo kraj jest bardzo ciekawy, ludzi trzeba poznać i zaakceptować takimi jakimi są i da się żyć. To chyba tylko ja tak miałam ciężko, bo dyplom nie taki, bo przerwa w zawodzie...ale przyjechać na kontrakt jako pielęgniarka, popracować, poznać inne środowisko, podreperować budżet z pewnością warto.
odp do Strzykawy
jak dobrze wiesz specyfika pracy lekarza i pielegnarki jest calkiem inna i w wyborze zawodu trzeba kierowac sie roznymi skladowymi. oczywiscie zarobki sa dalekie od idealu, ale gdybym miala wybierac zawod jeszcze raz wybralabym dokladnie ten sam, dlaczego wiec mam odradzac corce, skoro po prostu lubie to, co robie?
a co do studiow i pracy za granica- to samo dotyczy studiow i pracy dla pielegniarek,co lekarzy mozliwosci sa nieograniczone. osobiscie zycze powodzenia wszystkim wybierajacym ten zawod. nawet pracujac 20 i wiecej lat mozna nie dac sie wypaleniu zawodowemu i stale miec motywacje do pracy i nie myslec przed dyzurem kurde znowu...wiele zalezy od naszej postawy i tego, ile z siebie dajemy i ile chcemy osiagnac i od tego, co jest dla nas naprawde wazne.
Jestem jak najbardziej za zmianą wizerunku pielęgniarki,czasy Florencji dawno minęły a my wcale nie jesteśmy po to,aby służyć drugiemu...tylko mu pomagać i opiekować się w profesjonalny sposób...ale NAPEWNO nie służyć!!!!!Tylko jak zmienić nasz wizerunek,skoro w naszym zawodzie wcale nie ma jedności i solidarności,jedna drugą utopiłaby w łyżce wody- byleby bronić samej siebie,a ja np.nie utożsamiam sie ze wszystkimi pielęgniarkami jako grupą,bo i w tej grupie nie dzieje się wcale najlepiej...Jesteśmy zfustrowane,przemęczone,przygniecione tym,iż nic nie możemy zrobić żeby było lepiej,do tego nachodzi wypalenie zawodowe na które składają się te wszystkie rzeczy o których wspomniałam....Ale zostańmy ludżmi i dumnie się zachowujmy,nie dajmy się ani lekarzom ani coraz gorszym pacjentom,ani ich mądrym rodzinom...Ja się nie daję,robię specjalizację kardiologiczną i wcale nie po to,żeby domagać się za nią kasy-bo i tak usłyszę że jej nie ma,ale dla siebie i dlatego,żeby rozwijać skrzydła,a nie wciąż narzekać:)))))Bużka,Asia
SZPITAL. NWĘTRZE. DZIEŃ.

Spear powoli otwierał oczy. Ile godzin spał? Rozejrzał się po pokoju. Nie było ani zegara, ani kalendarza, więc nie miał najmniejszego punktu odniesienia. Gdyby nie światło z okratowanych okien myślałby, że naprawdę jest w domu wariatów. Nie było klaendarza, nie było zagara, nie było jeszcze czegoś... KOGOŚ! Flint zniknął! Gdzie go zabrali? I po co? Na salę wszedł skośnooki facet w białym kostiumie. Czy tu nie ma pielęgniarek? Widać Cobra woli szkolić zawodowe zabójczynie niż anioły miłosierdzia. Zapytał Azjatę, gdzie jego towarzysz. Skośnooki wzruszył ramionami i wyszedł. Adamowi w głowie się mąciło, ale był już dość silny by nie spać... Ale nie dość, by zerwać te przeklęte pasy. Chyba, że... Tak...

Nie minęła godzina, gdy elektrokardiogram Speara stanął. Na salę wpadł lekarz w towarzystwie uzbrojoenego Vipera i pielęgniarza. Rzucił się ratować wieźnia, co do którego miał polecenie, dabać jak o własnego syna. Polecił pielęgniarzowi poluzować pasy. Viperowi się to nie podobało. Nachylił się, by powiedzieć to i owo doktorowqi, gdy Spear otworzył oczy. Zerwał się, wyszarpnął broń Viperowi i kolbą znieczulił pielęgniarza. Następnie ogłuszony padł lekarz. Viper rozpinał już kaburę służbowego reolweru, ale Spear błyskawicznie przystosował karabin do strzału i puścił serię prosto w krtań. Martwy Viper updając ubryzgał go krwią i przypadkowo wypalił z rewolweru. Spear zszedł z łóżka, zrywajać przewody łączące go z aparaturą. Ciągle ściskał w rękach karabin. Był pewien, że strzały zaalarmowały resztę Viperów. Potrzebował broni i... spodni. Zdał sobie sprawę, że jest nagi. Chwycił martwego Vipera i zaczął go rozbierać. Spojrzał na jego chromowaną maskę i coś mu wpadło do głowy...
Uważam, że zawód lekarza czy pielęgniarki to powinno być przede wszystkim powołanie.

Niestety zdaję sobie sprawę, że bywa z tym różnie, bo albo ktoś został lekarzem z uwagi na prestiż tego zawodu, a nie ma do tego zajęcia tzw. serca, albo się wypalił, albo popadł w rutynę.

Na szczęście dla mnie samej zetknęłam się z lekarzami i pielęgniarkami, którzy okazali sie być dobrymi specjalistami i przyzwoitymi ludźmi. Nie należę do osób, które bez zastanowienia wykonują wszystko co inni zalecają. W przypadku niejasności zadaję pytania. Przyznaję, że zawsze byłam uprzejma do każdej z osób: lekarza, pielęgniarki, salowej. Co nie znaczy, że wchodziłam im po drucie kolczastym do ... .

Myślę, że bardzo wiele zależy od tego jakim kto jest człowiekiem.

Uważam, że pacjent ma absolutnie prawo do tego, aby być dobrze poinformowanym co się z nim dzieje i jakie leczenie mu zaordynowano. Ma także prawo do wyrażania swego bólu, obawy przed nieznanym, do profesjonalnej pomocy.Ma prawo do kulturalnego traktowania.

Ale uwaga! Pacjent również musi zachowywać się przyzwoicie.

Jeśli miałam jakieś wątpliwości, bądź czegoś nie rozumiałam lub po prostu bałam się jakiegoś zabiegu - mówiłam o tym głośno. Ani razu nie spotkałam się z tym, aby mnie nie uspokojono lub nie wyjaśniono co się dzieje. Sama także sięgałam po wiedzę, bo lubię być osobą dobrze poinformowaną.

Mam świadomość, że złe doświadczenia części osób z kontaktów z medykami, nie są wyssane z palca. Smutne to i prawdziwe. Absolutnie należy przeciwstawiać sie temu.

Nie deprymuje mnie to, że np. lekarz pierwszego kontaktu niewiele wie na temat zaawansowanej choroby nerek lub przeszczepów. Od tego są specjaliści i konsultacje.

Raz jeden zdarzło mi się, że lekarka potraktowała mnie jak osobę niezbyt rozgarnietą i niewiele rozumiejącą. A wszystko to dlatego, że zamiast popaść, jej zdaniem, w głęboką depresję, byłam spokojna i opanowana.
Witam,
Od dłuższego juz czasu sledze forum. Obecny temat spowodował u mnie chec zabrania glosu. Otóż niezmiernie dziwi mnie stanowisko niektorych moich poprzednikow w zakresie wiekszego wynagrodzenia dla kuratorow. Nie do konca chyba rozumiem stanowisko jakoby nasze wynagrodzenie byloby ok ale w przypadku gdyby zmniejszylo sie nasze obciazenie. Skad ten minimalizm w Waszym mysleniu? I w jakiz to sposob mialoby sie zmniejszyc obciazenie? Do ilu spraw w referacie, aby wynagrodzenie bylo satysfakcjonujace? Czy slyszeliscie od strajkujacych lekarzy, pielegniarek czy innych "gotujacych" sie grup zawodowych, ze tak naprawde nie chca podwyzek lecz zmniejszenia wykonywanych obowiazkow?? Jaka tu jest zaleznosc? Czy Wy, moi drodzy kuratorzy, zyjecie na Marsie? Czyz nie wiecie o ikle podrozal chleb, cukier, energia elektryczna, gaz, benzyna itp??? A nasze pensje stoja w miejscu?? Czy naprawde uwazacie, iz nasze pobory sa adekwatne do wykonywanej pracy, naszej codziennie ponoszonej odpowiedzialnosci??
Inna kwestia to kwestia doboru kadr kuratorskich, czy tez raczej naboru na aplikacje. Tajemnica poliszynela jest, ze na aplikacje dostaja sie w zdecydowanej wiekszosci przyslowiowi znajomi krolika. To przeciez ciagle dla niektorych "niezla" synekura. Obecnie w moim zespole na 4 aplikantow trzech to "pociotki" sedziow z mojego kregu. Nie wspomne nawet, iz znaczaca czesc aplikantow, procz odpowiedniego wyksztalcenia, nie posiada tak waznego dla naszego zawodu kregoslupa moralnego czy (wybaczcie gornolotnosc) zwyklej kindersztuby, przyzwoitosci. Obserwuje to, i nie tylko ja, na co dzien. I jestesmy tym bardzo zniesmaczeni. Az strach pomyslec, jakimi kuratorami zawodowymi beda tacy ludzie.
Kolejna sprawa, jaka cisnie mi sie na klawiature, to samo nasze srodowisko. Srodowisko kuratorow zawodowych. Sa wsrod nas ludzie wspaniali, godnie prezentujacy nasza grupe zawodowa, wspaniali kuratorzy czujacy prace z ludzmi. lecz sa kuratorzy a nawet kuratorzy specjalisci, ktorzy otwarcie przyznaja, iz osiagneli juz wszystko i nie musza robic juz nic w celu podnoszenia swoich kwalifikacji. I to ich stanowisko nie wynika bynajmniej z tzw. wypalenia zawodowego. Poziom ich pracy merytorycznej pozostawia sporo do zyczenia. To, niestety, sposrod tej grupy zawodowej, wywadza sie tacy, ktorzy robia najwiecej bledow, tacy, ktorych nietrafne posuniecia w pracy musza byc tuszowane przez zwierzchnikow.
To tyle od sfrustrowanego kuratora.
Pozdrawiam serdecznie i nie dajmy sie zwariowac.
Od sobotnich godzin porannych wchodzi w życie w Finlandii przepis zakazujący osobom zatrudnionym na szczególnie ważnych stanowiskach w służbie zdrowia uczestnictwa w akcjach strajkowych, porzucania i wymawiania pracy bez zgody pracodawcy.
Ten niespotykany w krajach europejskich krok został wymuszony zapowiedzią związku zawodowego, zgodnie z którą w poniedziałek około 16 tysięcy pielęgniarek w Finlandii ma złożyć wymówienia z pracy ze skutkiem natychmiastowym. Powodem są żądania płacowe pielęgniarek i fiasko porozumienia w sprawie podwyżek.

Prawo zakazujące strajków podpisała prezydent Tarja Halonen i tego samego dnia zatwierdził je parlament. Izba, głosując w pełnym składzie, przyjęła je stosunkiem 113 do 68 głosów.

Władze sięgnęły po tak drastyczne metody, bo przed Finlandią stoi widmo paraliżu służby zdrowia. Już odwołano prawie wszystkie operacje, a kobiety mające rodzić transportuje się drogą powietrzną do klinik w Szwecji.
W najważniejszych szpitalach, klinikach i przychodniach wytypowano 2600 stanowisk obsługiwanych przez pielęgniarki. Wszystkim zatrudnionym na tych stanowiskach zaczęto w piątek dostarczać pisma informujące o nowych przepisach i o odpowiedzialności prawnej w wypadku porzucenia lub niestawienia się do pracy.
Jednak, jak piszą media, części adresatów nie udało się osobiście wręczyć zawiadomień z powodu ich nieobecności w domu. Mając dzień czy dni wolne osoby te opuściły miejsca zamieszkania nie pozostawiając nowych adresów. Twórcy pisanych w pośpiechu przepisów nie przewidzieli podobnych sytuacji i w świetle prawa postępowanie tych osób jest nadal legalne.
Opozycja parlamentarna twierdzi, że sięgnięcie po metodę niemal militaryzacji części stanowisk w służbie zdrowia, świadczy o bezradności i panice panującej po stronie rządowej.
Tymczasem premier Finlandii Matti Vanhanen musiał chwilowo zniknąć ze sceny politycznej. Z powodu kamicy nerek leży w szpitalu, który też może przestać funkcjonować już w poniedziałek.

Może i u nas by taki pomysł wypalił
mam teraz praktyki w DPS.(Dom pomocy społecznej)
opiekuje sie panią która ma ponad 80 lat,razem z nią w pokoju jest bardzo młoda kobieta (nie ma 40) z SM(stwardnienie rozsiane) ona ma męza.
opowiadały nam dzis o wigilii.Pani z SM zaprosiła drugą Pania,ale ta Pani nie chciała./...bo mówi ze to bardziej smutne niż płakanie w samotności...a mówi ze w wigilie płakała dużo.
nie ma męza nie ma dzieci,sama mówi ze to przez to ze była za wybredna...

i tak sobie pomyslałam dzis ze nie miec dzieci to cieżko..bo pozniej nie ma nic....tylko samotnosc.

dzis tez pomyslałam ze nie chce byc pielegniarką.nie wiem dlaczego.
nie chce mi sie meczyc az tak bardzo.myc,podnoscic,dzwigać...mam nadzieje ze to chwilowe.i ze znajde miejsce,oddział, na który z chęcia bede chodziła...

troche mi dzis smutno z tego powodu



Pocieszenie jest takie,że pielęgniarstwo to nie tylko mycie, podnoszenie, dźwiganie .. o czym społeczeństwo ma małe pojęcie:) Zawsze możesz byc pielęgniarką edukatorką np. nadzieja jest na akceptacje w naszym środowisku pielęgniarek na pomoc pielęgniarską jako nowy zawód (na zachodzie jest to standard). Poza tym większa obsada pielęgniarska, która umożliwiłaby realizację celów innych niż podstawowe czynności pielęgnacyjne, wykonywanie zleceń lekarskich .. Mysle, ze kazdy oddział ma swoją specyfikę i rzeczywiście znalezienie swojego miejsca może zająć troche czasu, ale warto Ja też jestem na etapie poszukiwania
A wątpliwości zawsze dopadają .. i chyba niezależnie od wykonywanego zawodu .. grunt to dać sobie do nich prawo i nie utożsamiać ich z poczuciem bycia "złą pielęgniarką" .. no i oczywiscie zostawic sobie gdzies tam furtkę, dać możliwość zmiany zawodu. Bo jak wiadomo wypalenie zawodowe wśród pielęgniarek jest b.częstym (i b. odczuwalnym dla pacjentów) zjawiskiem.

Pozdrawiam i głowa do góry
Proszę tematy o wypaleniu zawodowym i stresie wsród pielęgniarek psychiatrycznych oraz kwestionariusz i klucz do MBI Maslach,przydatne też będą inne ankiety do tej pracy.Mój adres :ewa-h@o2.pl.Dziękuję z góry.
Mam problem - nie mam kwestionariuszy na temat wypalenia zawodowego pielęgniarek i policjantów potrzebnych do pracy magisterskiej. Proszę Was o kwestionariusz MBI Maslach lub AVEM z kluczami lub inne. Bardzo proszę.
[b]SMUTEK NA FALI RADOŚCI[/b]

W kraju jest zarejestrowanych 811 domów pomocy społecznej, niegdyś państwowych, dziś samorządowych. (Z państwowych najdłużej trwała operetka państwowa, ale i to już minęło).
Z tych 811, może 11 jest złych i o tym wie opinia publiczna.
Możliwe, że kolejnych 11 jest również złych, tyle, że nikt o tym jeszcze nie wie.
To i tak zostaje 789 dobrych domów.

I o to, żeby nie uogólniać, proszę.

Nie ma ludzi tylko dobrych i nie ma ludzi tylko złych.
Każdy przeżywa jakieś stresy,
Młodych dopada zespół napięcia przed czymś tam,
Starszych, którzy z tamtego wyrośli, dopada syndrom wypalenia zawodowego.
A ilu jest takich, którzy robią źle a są przekonani, że są dobrzy i niezastąpieni.

To o pracownikach, których nie można tak łatwo zwolnić ani nawet ukarać, bo te same media mogą w tym dostrzec uporczywe dręczenie pracowników.

Do tego dochodzą tragicznie niskie zarobki.
Przesławne 203 zł dostali wszyscy pracownicy służby zdrowia, ale nie pielęgniarki z pomocy społecznej. Wiosenne zapewnienie podwyżek dla pań pielęgniarek również ominęło naszą branżę.
Pielęgniarki znalazły pracę w szpitalach, co sprytniejsi do roboty, już są w Irlandii, lub tuż za Odrą.
Nasza branża jest skazana na tę resztę i to jest bardzo smutne.

Ale to samo można powiedzieć o mieszkańcach.
Przecież do domu pomocy społecznej nikt nie odwiezie ukochanej babuni.
A jeśli tak się zdarzy, to ktoś tak potraktowany, swój żal przeleje na nowe otoczenie.
I nie ma chyba osoby, któraby pod swoim adresem nie usłyszała obelżywych wyzwisk, które musi kwitować z pobłażaniem, bo to przecież tylko objaw choroby. Ale jak długo można wytrzymać.

Piszę o pracownikach domów pomocy społecznej, a przecież to samo dotyczy pracowników socjalnych pracujących w środowisku. O tych poszczutych psami wiedzą już wszyscy w kraju.

Z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość pracowników domów pomocy społecznej, to osoby dobre, uczciwe i wrażliwe, niosące pomoc swoim bliźnim, jak przed wiekami Święty Mikołaj, o którym do dziś pamiętamy.

Zauważyłem także, że serie artykułów o złej pracy pracowników pomocy społecznej powtarzają się co roku w okolicach 21 listopada.

Każdy taki przypadek jest szczegółowo omawiany zarówno wśród pracowników, jak i wśród mieszkańców innych domów.

Jestem przekonany, że nagłaśnianie takich przypadków działa mobilizująco na wrażliwych pracowników.
Oczywiście każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie, bo jak ktoś to ładnie opisał, można powiedzieć "aniołku" a będzie słychać; "ty diable" i odwrotnie też.

Wszystkim życzę cierpliwości i wyrozumiałości dla swoich podopiecznych.
No właśnie dziewczyny, u mnie też było takie zdarzenie Olafowi trudno było jeśc z piersi i karmiłam przez kapturki i wszystko było oki i nagle w nocy około 1 słyszę wózek Olafa , bo miał taki piszczący przystawiam go do piersi a on płacz no to znowu go przystawiam a on dalej płacze i nie chce, zawołałam pielegniarke i mówię ,żeby mi pomogła bo mały z piersi nie chce jeść i moze ja coś źle robie a ona mówi proszę go zaprowadzić na noworodki, no to zaprowadziłam a pielegniarka z noworoków mówi proszę zawołać pielęgniarke ona pani pokaże co robić. Oczywiście w konsekwencji nikt mi nie pokazał co zrobić mały dostał butelke i tak już zostało :)Też weszłam przez przypadek na noworodki , bo nie wiedziałam ,że sie dzwoni:) śluza 1 śluza 2 i nagle zobaczył mnie młody chłopak i krzyczy co Pani tu robi Ja też jestem zadowolona , bo to się wszystko da wytrzymać i faktem jest ,że jak poprosiłam o coś to dało to się załatwić ale dziewczyny mamy takie czasy, że nasz szpital jest daleko w tyle i tu nawet nie chodzi o kase , tylko o dobre serce dla pacjenta , ja staram się zozumieć , tłumaczyć : wypalenie zawodowe , małe pensje ,
też może brak humoru ale niestety nie potrafię tego zrozumieć.

Cleo ja też jestem wyrodna

| Tak samo, jak przechwala si? tym, ?e zdradzi3 ?on? ju? pó3 roku po
| ?lubie. To te? mówi ze wstydu?

zona to inna sprawa, choc tez nie widze sladu samozadowolenia w remym,
kiedy to mowi.



Przepraszam, a co widzisz? Nawet się przy tym uśmiecha.

nie ulega watpliwosci, ze facet jest kompletnie
nieudany pod wzgledem zwiazkow z ludzmi.



A pod *jakimś* jest udany? Czy Remy ma w ogóle *jakikolwiek* powód, by
uznać że jego życie było cokolwiek warte? Poza tym, że spłodził (
naturalnie przypadkiem) tak fajnego faceta jak Sebastien? Wartość jego
dorobku zawodowego i intelektualnego jest przecież dokładnie zerowa -
nic nie stworzył, nikogo nie zainspirował. Przez parędziesiąt lat
zanudzał tylko studentów, wyraźnie uradowanych tym, że ktoś wreszcie
tego nudziarza zastąpił.

| Kamila, przyznaj sie, znowu wyszlas przed koncem albo grales w gierki
| na laptopie w czasie seansu.

sam sie chwaliles, ze zdarza ci sie tak postepowac.




dałoby się przeżyć ("Avalon"). Ten nie był.

| Przepraszam, a co Sebastien ma powiedzie?? "Masz to, czego chcia3e?"?
| W odró?nieniu od swojego ojca, ma serce i nie chce dodatkowo
| krzywdzi? umieraj?cego.

alez ei mialnajmniejszego problemu z robieniem mu awantury przy
pierwszym spotkaniu!



Miał - raz się na chwilę uniósł, ale potem znowu dał się emocjonalnie
zmanipulować matce.

| Sk?din?d dowiadujemy si? z filmu, ?e 50 lat wcze?niej Remy
| pokaza3 faka _swojemu_ umieraj?cemu ojcu.

i tez nie widac, zeby byl szczesliwy z tego powodu.



I tez nie widac, zeby miał jakiekolwiek wrzuty sumienia.

popraw mnei,jelsi
sie myle, ale dowiadujemy sie o tym w momencie, kiedy remy w pewien
sposob usprawiedliwia sam orzed soba zachowanie seba.



Jak to, "usprawiedliwia"? Pielęgniarka go pyta, czy on był przy swoim
ojcu, Remy jak zwykle wypala, że nie mógł, bo to była inna miejscowość w
Quebeku (nie pamiętam nazwy, jakaś skomplikowana). Pielęgniarka na to
zauważa, że Sebastien przyleciał aż z Londynu. Remy nie ma na to nic do
odpowiedzienia, robi mu się (choć na chwilę!) głupio.

| Bo ju? nie da si? na to wyci?gn?? pieni?dzy podatników?

sorry, jakich pieniedzy??? jakich cholernych podatnikow? nie
przypominam sobie, zeby w kanadzie kiedykolwiek dofinansowywano
mlodych (czy starych, niewazne) marksistow z publicznych pieniedzy.



Zaraz - on te bzdury wykładał za czyjeś prywatne pieniądze? Nie na
państwowej uczelni, nie z państwowego grantu/stypendium/czegokolwiek?

| Ale? ja niczego nie oczekuj?. Remy ca3e ?ycie ?y3 jak palant i umiera
| jak palant, ko3ysany do ?mierci lito?ci? syna, którego odrzuci3 przed
| 30 laty, bo mu przeszkadza3 w r?baniu ka?dej kobiety w zasi?gu. ?adna
| samokrytyka tego nie zmieni. Niczego nie oczekuj?. Orew3ar e b? szans.

coz wojtku, widze, ze wchodzisz z zalozenia, ze za grzechy i krzywdy
(nawetwybaczone przez pokrzywdzonych) nie ma rozgrzeszenia



Nie mylmy, proszę, dwóch rzeczy. Pewnie i można dostać rozgrzeszenie za
bycie palantem. Pewnie są jakieś religie, w którym wystarczy o tym
pomruczeć komuś zamkniętemu w skrzynce i usłyszeć "ego te absolvo" (or
compatible). Ja w to nie wnikam. Palant to palant - rozgrzeszony czy nie.
Ja tylko twierdzę, że Remy i jego kumple pokazani są w tym filmie jako
banda palantów. Jeśli chcesz polemizować z tym stwierdzeniem, przedstaw
jakiekolwiek ich zalety czy zasługi. Ty na razie jednak przedstawiasz
tylko to, że ktoś palantowi wybaczył jego palanctwo. Możliwe, że
wybaczył - ale wybaczenie to jedno, depalantyzacja to drugie. Problem
polega na tym, że w *całym* życiu Remy'ego nie było *ani* jednego
osiągnięcia (poza Sebastienem). Uważa siebie za wielkiego
intelektualistę, ale gdzie jest jego dorobek? Jego życie prywatne?
Żenada. Jego życie publiczne? Żenada. Czy coś przegapiłem?

| No widzisz, pewnie znowu wyszlas przed koncem albo gralas w gierki na
| laptopie w czasie seansu.

tylko na tyle cie stac? oj, wojtek, wypadasz z formy :P



tylko na tyle cie stac? oj, kamila, wypadasz z formy :P

Sorrka, troszkę się rozpędziłem
Zapomniałem dopisać, że jedno co mnie WKURZA to ,,nadmiar obowiązków"!
Jest rzeczą DZIWNĄ, że powiedzenie ,,niech zrobi to tamten, bo ktos inny może to spxxxxx" jest nadal obowiązujaca forma relacji przydziału obowiązków!
U wielu może, lecz nie musi powodować:

Zaburzenie psychiczne
From Wikipedia
(Przekierowano z Obłęd)

Zaburzenia psychiczne to utrudnienia funkcjonowania społecznego lub psychicznego jednostki, noszące znamiona cierpienia, zlokalizowane wokół objawu osiowego.

Posiadają określone dynamikę, etiolologię, patogenezę, symptomatologię.

Pojęcie zaburzenia wiąże się z pojęciem zdrowia psychicznego, normalności zachowania oraz jego patologii. Określenie granic normalności jest często zbędne, a zazwyczaj bardzo trudne. Psychiatria i neurologia wiążą zaburzenia psychiczne z przyczynami organicznymi i neurochemicznymi. Psychologia najczęściej łączy większosć zaburzeń z czynnikami intrapsychicznymi, doświadczeniami społecznymi i poziomem nasilenia stresu. Skrajne podejście, jak antypsychiatria, czy psychologia systemowa przerzucają ciężar patologii z procesów intrapsychicznych na interakcje społeczne, zwłaszcza związane z rodziną pochodzenia.

W związku z tak odmiennymi podejściami, odchodzi się od stosowania określenia choroba psychiczna, które wiąże się z postrzeganiem "chorej" psychiki tak, jak w medycynie postrzega się choroby somatyczne.

Źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenie_psychiczne"

Po XXX latach u mnie nadmierna obowiązkowość spowodowała: wypalenie się

Wypalenie zawodowe

Wypalenie zawodowe, syndrom wypalenia zawodowego - występuje gdy praca przestaje dawać satysfakcję, pracownik przestaje się rozwijać zawodowo, czuje się przepracowany i niezadowolony z wykonywanego zajęcia, która niegdyś sprawiało mu przyjemność. Jest to wynik wypalania się czyli stresu wystepującego na skutek przepracowania. Występuje najczęściej w zawodach wymagających intensywnych kontaktów z ludźmi, wśród psychologów, pedagogów, lekarzy, nauczycieli, pielęgniarek, uczniów i innych.

Wg Christiny Maslach istnieją 3 składniki zawodowego wypalania się:
emocjonalne wyczerpanie -> uczucie pustki i odpływu sił wywołane nadmiernymi wymaganiami psychologicznymi i emocjonalnymi jakie stawiała przez pracownikiem praca (bądź sam stawiał sobie takie nierealistyne wymagania wobec własnych możliwości)
depersonalizacja -> poczucie bezduszności, bezosobowości, cyniczne patrzenie na innych ludzi, obniżenie wrażliwości wobec innych
obniżenie oceny własnych dokonań -> poczucie marnowania czasu i wysiłku na swoim stanowisku pracy.

Osoby, które doznają syndromu wypalenia zawodowego mogły być przedtem pracoholikami.
[edytuj]

Zobacz też
pracoholizm
Karōshi - śmierć z przepracowania

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wypalenie_zawodowe

P.s megg: Czy Ty mnie wykorzystałaś?
Czuję się nie zręcznie? Troszkę!
No i WYPALIłEM SIę

Wypalenie zawodowe

Wypalenie zawodowe, syndrom wypalenia zawodowego - występuje gdy praca przestaje dawać satysfakcję, pracownik przestaje się rozwijać zawodowo, czuje się przepracowany i niezadowolony z wykonywanego zajęcia, która niegdyś sprawiało mu przyjemność. Jest to wynik wypalania się czyli stresu wystepującego na skutek przepracowania. Występuje najczęściej w zawodach wymagających intensywnych kontaktów z ludźmi, wśród psychologów, pedagogów, lekarzy, nauczycieli, pielęgniarek, uczniów i innych.

Wg Christiny Maslach istnieją 3 składniki zawodowego wypalania się:
emocjonalne wyczerpanie -> uczucie pustki i odpływu sił wywołane nadmiernymi wymaganiami psychologicznymi i emocjonalnymi jakie stawiała przez pracownikiem praca (bądź sam stawiał sobie takie nierealistyne wymagania wobec własnych możliwości)
depersonalizacja -> poczucie bezduszności, bezosobowości, cyniczne patrzenie na innych ludzi, obniżenie wrażliwości wobec innych
obniżenie oceny własnych dokonań -> poczucie marnowania czasu i wysiłku na swoim stanowisku pracy.

Osoby, które doznają syndromu wypalenia zawodowego mogły być przedtem pracoholikami.
[edytuj]

Zobacz też
pracoholizm
Karōshi - śmierć z przepracowania

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Wypalenie_zawodowe

Oni tu sami sobie KLARUJA takie zaburzenia psychiczne doprowadzajac się do obłędu!

Zaburzenie psychiczne

(Przekierowano z Obłęd)

Zaburzenia psychiczne to utrudnienia funkcjonowania społecznego lub psychicznego jednostki, noszące znamiona cierpienia, zlokalizowane wokół objawu osiowego.

Posiadają określone dynamikę, etiolologię, patogenezę, symptomatologię.

Pojęcie zaburzenia wiąże się z pojęciem zdrowia psychicznego, normalności zachowania oraz jego patologii. Określenie granic normalności jest często zbędne, a zazwyczaj bardzo trudne. Psychiatria i neurologia wiążą zaburzenia psychiczne z przyczynami organicznymi i neurochemicznymi. Psychologia najczęściej łączy większosć zaburzeń z czynnikami intrapsychicznymi, doświadczeniami społecznymi i poziomem nasilenia stresu. Skrajne podejście, jak antypsychiatria, czy psychologia systemowa przerzucają ciężar patologii z procesów intrapsychicznych na interakcje społeczne, zwłaszcza związane z rodziną pochodzenia.

W związku z tak odmiennymi podejściami, odchodzi się od stosowania określenia choroba psychiczna, które wiąże się z postrzeganiem "chorej" psychiki tak, jak w medycynie postrzega się choroby somatyczne.

Źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenie_psychiczne"

ANIOłKU
Lecę za tobą!

Jeśli cos lub coś spowodowało urażenie dumy lub naruszenie autorytetu to prosze zmienić treść moich postów:

Login: FENIKS
Hasło: zenek56
Opatowski szpital zostanie wydzierżawiony
Artykuł dodany: 2009-09-23 14:42:14, ostatnia aktualizacja: 2009-09-23 17:02:19

Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Opatowie będzie w całości wydzierżawiony jednemu z niepublicznych podmiotów. Taką uchwałę przy dwóch głosach wstrzymujących się podjęła Rada Powiatu Opatowskiego. O kolejnych krokach w tej sprawie - informuje starosta opatowski Kazimierz Kotowski.
Wydzierżawienie ZOZ-u to jedyna szansa na dokończenie rozpoczętej 19 lat temu budowy nowego pawilonu opatowskiego szpitala- uważa dyrektor ZOZ-u Wojciech Kielisz.
Liderzy związków zawodowych ze szpitala w Opatowie: doktor Tomasz Ambryszewski - szef związku lekarskiego i Jolanta Patraś przewodniczącą Związku Pielęgniarek i Położnych - są zaskoczeni decyzją radnych dotyczącą dzierżawy lecznicy.
Nieoficjalnie wiadomo, że wydzierżawieniem opatowskiego szpitala i sfinansowaniem dokończenia jego budowy zainteresowane są trzy spółki: Szpitale Polskie S.A z Katowic oraz BGN Sollers Polska i Gemini 3000 z Warszawy.

Norbert Zięba
norbert.zieba@radio.kielce.pl

Nasz komentarz

Rada powiatu opatowskiego podjęła dziś bardzo ważną decyzję. Podczas sesji zdecydowano o przyszłości szpitala powiatowego. Radni uznali, że najlepszym rozwiązaniem, który pozwoli na, to, żeby szpital mógł dobrze funkcjonować i nie zadłużać się będzie dzierżawa. Na jakich zasadach budynki i sprzęt zostanie wydzierżawiony na razie nie wiadomo. Jak podkreślają przedstawiciele powiatu, to dopiero pierwszy krok na długiej drodze, która czeka zarówno władze, jak i pracowników szpitala. Ważne jest, że radni zdecydowali się taki krok zrobić. Że nie czekają z założonymi rękami, bo czekanie to powiększający się dług i zagrożenie dla budżetu powiatu.
Uznano, że warto wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać na rozwiązania rządowe. Plan B minister zdrowia nie wypalił. O nowych pomysłach na razie nic nie słychać. Potrzebna jest teraz determinacja władz powiatu i pracowników szpitala, żeby ten plan wprowadzić w życie. Patrząc na szpitale, które zdecydowały się na przekształcenia widać, że jest szansa na sukces. Kielecki szpital, który przekształcono w spółkę miejską przynosi zysk. Planowane są kolejne inwestycje. Również sprywatyzowany szpital w Jędrzejowie dobrze sobie radzi. A samorządy, które podjęły taką decyzję dziś są zadowolone.

źródło: http://www.radio.kielce.pl/page,,Opatowski-szpital-zostanie-wydzierzawiony,a7668c9b93e77b42ff2c468fa30c98c5.html

================================================

To już wiadomo dlaczego Kieliszowa (burmistrz Opatowa) wcisnęła swojego męża (nauczyciela WFu) na stanowisko dyrektora szpitala...
Nie jestem pewien czy warto bawić sie w naprawę polskiego systemu nauczania.Ale co tam , załóżmy kazdy jest specjalistą.

Ciągle piszę , że po 89 roku żadna reforma nie wypaliła. Ciągle się zastanawiam , czy to była specjalna robota czy rzeczywiście ktoś tak głupio pomyślał i to zrealizował. Nie znam na to odpowiedzi , choć skłaniam się do pierwszej myśli.

Pierwsza zasadnicza sprawa - dlaczego tak się dzieje, że programy szkolne są takie , jakie są ? Jest to celowa, zorganizowana akcja trwająca dziesiątki lat niszczenie polskiej świadomości narodowej , niszczenie kultury i niszczenie państwa polskiego, które w ostatnich szczególnie latach było zaplanowane. Innej racjonalnej odpowiedzi na to pytanie nie znajduję.

Historia , szczególnie historia Polski , niby przedmiot traktowany w większości szkół per noga okazał się piętą Achillesa również w szkole lat 89-05 i nie tylko , bo po 45 roku wcale nie było lepiej , było różnie , można powiedzieć coraz lepiej , ale białych plam ciągle za dużo.
Na temat edukacji można bez końca. Łatwo to wszystkim przychodzi , bo każdy przez to przeszedł w dosłownym tego znaczeniu.
Pozwolę sobie i ja na pofantazjowanie w temacie. Zakładam , że na edukacje pieniędzy państwo nie szczędzi.

Założenia ogólne:
- edukację bym zaczynał od 3 lat – edukacja przedszkolna , wszystkie dzieci muszą uczęszczać do przedszkoli , to obowiązek. Jeśli jest to realne w miastach , to nie widzę rozwiązania tego problemu na wsi. W tym czasie rozpoczyna się nauka języka obcego , konkretnie na dzień dzisiejszy angielskiego.Polak w nowoczesnym świecie musi być co najmniej dwujęzyczny i to każdy.(piękne zyczenia) Przedszkolanki to wysoko wyspecjalizowany , wyedukowany personel mający wielkie zadanie. Jedna wychowawczyni na najwyżej 15 dzieciaków. Każdy dzieciak od małego ma pisany swój życiorys intelektualny.

- edukacja podstawowa , zakończona małą maturą. Klasy nie większe niż 15 osób , drugi język. Życiorys intelektualny wciąż uzupełniany nowymi spostrzeżeniami.

- edukacja ogólna , zakończona maturą ogólną. Reszta j.w.
- edukacja zawodowa , zakończona maturą zawodową . Reszta j.w

Po tym okresie następuje weryfikacja , decyzja kto się kształci dalej , jaki wybiera kierunek i w zależności od tego przystępuje do rocznego kursu przygotowawczego na studia wyższe , na obranym kierunku.

Jedni z myślą o edukacji w formie licencjatu i uzyskaniu tytułu ukończenia wyższej uczelni z tytułem np. inżyniera , magistra - humanisty , prawnika , felczera , pielęgniarki

Inni najzdolniejsi , najwybitniejsze jednostki trafiają na wyższe uczelnie tak o profilu ścisłym jak i o profilu humanistycznym , są to wyłącznie studia stacjonarne i najdłuższe , zakończone tytułem np. doktoranta w każdej dziedzinie z możliwością dalszego podnoszenia kwalifikacji zawodowych i zdobywania dalszych stopni , tytułów naukowych.

Jak z tego wynika każdy może się kształcić , nie każdy zasługuje na „prawdziwe” wyższe studia , które trwają bywa całe życie.(poświęcenie dla nauki, badań, pracy twórczej)

Każdemu według jego zdolności , predyspozycji , a nie tylko chęci i pieniędzy.

Uwagi
- MEN powinno współdziałać z Ministrem Gospodarki – potrzeby kadrowe
- przy dobrych , renomowanych liceach powinny być internaty dla tych z terenu
- przy takim układzie licea prywatne nie mają racji bytu
- przy tak napiętych programach , tak rozległym materiale , przy tak dostępnych możliwościach technicznych, nauczanie powinno iść w kierunku uczenia młodych ludzi samokształcenia pod kontrolą pedagogów. Widzę w tym przyszłość. Rzecz w tym aby dotrzeć do młodego i znaleźć jego prawdziwe zainteresowania , zdolności , wówczas to o czym mówię jest całkiem realne.

Proszę mi wybaczyć moje fantazje , wybiegam zbyt daleko.

Postępuję tak jak Pani Kopacz , miała receptę na wszystko , ale jak już konkretnie ma władzę to się okazuje , że nic nie wie. Latwo krytykować kogoś z ław poselskich , trudniej znaleźć się na pierwszej , decyzyjnej linii.

Janusz
Chorzowski Dzień Promocji Zdrowia

Mieszkańców Chorzowa zapraszamy na "Chorzowski Dzień Promocji Zdrowia", który odbędzie się 20 września 2008 roku w godz. 9.00 – 13.00.

WSTĘP I USŁUGI BEZPŁATNE
LICZBA MIEJSC OGRANICZONA

MIEJSCE:
NZOZ „Nasza Poradnia” przy ul. Młodzieżowej 33
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo), EKG, spirometryczne, badanie gęstości kości, badanie przepływu żylnego,
• porady: lekarza ginekologa (z badaniem USG), alergologa.

MIEJSCE:
NZOZ Poradnia Rodzinna „Remedium” przy ul. Prusa 7
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo), ciśnienia tętniczego krwi, obliczanie wskaźnika BMI,
• porady lekarskie nt. osteoporozy.

MIEJSCE:
NZOZ „ADO-MED. 2” przy ul. Batorego 19
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy (wskazane na czczo), ciśnienia tętniczego krwi, obliczanie wskaźnika BMI, badania cytologiczne dla kobiet w wieku 25 – 59 lat, spirometria dla osób palących papierosy w wieku 40 – 65 lat,
• porady lekarskie.

MIEJSCE:
NZOZ Centrum Medyczne „Hajduki” przy ul. Jubileuszowej 42
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo), ciśnienia tętniczego krwi,
• porady: lekarza, pielęgniarki (edukacja zdrowotna).

MIEJSCE:
Starochorzowskie Centrum Sportu „Sokół” przy ul. Harcerskiej 1
USŁUGI:
• oferują usługi: NZOZ Przychodnia Lekarska „Przychodnia”, Przychodnia Lekarska Starochorzowskiej Fundacji Zdrowia i Ekologii, NZOZ „Rehabilitacja – Azoty”,
Powiatowa Stacja Sanitarno – Epidemiologiczna w Chorzowie,
• badania: ciśnienia tętniczego krwi, wskaźnik masy ciała – BMI, poziomu glukozy i cholesterolu we krwi (wskazane na czczo), EKG, spirometria,
• porady lekarskie: w zakresie chorób układu krążenia.

MIEJSCE:
NZOZ „ERA – MED.” przy ul. Paderewskiego 34
USŁUGI:
• badania lekarskie: ortopedyczne (konsultacje, badanie wad postawy, USG stawów, USG bioderek dziecięcych); urologiczne( konsultacje, badanie strumienia moczu za pomocą uroflometru – wykrywanie schorzeń gruczołu krokowego); diabetologiczne (konsultacje, edukacja, pomiar poziomu glukozy – wskazane na czczo); stomatologiczne (przegląd jamy ustnej),
• usługi pielęgniarskie - pomiar ciśnienia tętniczego krwi.

MIEJSCE:
NZOZ Poradnia Ogólna „Irys – Med.” przy ul. Ks. Wł. Opolskiego 9
USŁUGI:
• badania: ciśnienia tętniczego krwi, poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo), badanie zawartości tlenku węgla w wydychanym powietrzu.

MIEJSCE:
Specjalistyczna Przychodnia Lekarska „Medicus” przy ul. Lompy 4
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo), USG,
• porady: lekarza alergologa, endokrynologa, ginekologa.

MIEJSCE:
NZOZ „Energomontaż Chorzów” przy ul. Szczecińskiej 10
USŁUGI:
• badania: poziomu glukozy i cholesterolu (wskazane na czczo),
• porady: lekarza nt. profilaktyki chorób układu krążenia, rehabilitanta nt. profilaktyki schorzeń kręgosłupa, psychologa nt. aspektów wypalenia zawodowego i zapobiegania jego skutkom

Serdecznie zapraszamy

źródło: strona UM Chorzów
Cześć. Ja po szkole rozpoczęłam pracę w Izbie Przyjęć niewielkiego Szpitala Miejskiego. Ale to czego się tam nauczyłam, nie wiem czy na którymkolwiek innym oddziale mogłabym się nauczyć tego wszystkiego. Nie neguję oczywiście żadnej pracy w szpitalu. Ale Izba to pierwsza linia frontu. Tam masz wszystko. U nas była tylko interna, chirurgia z blokiem, ginekologia z położnictwem i przewlekle chorych. Ale to tylko znaczy wszystko. W szpitalu (jako jedyny w rejonie), który ma ostry dyżur 365 dni, przez 24 godziny na dobę masz przegląd wszystkiego. Wypadki komunikacyjne, w zakładach pracy (nie ma specjalistycznego SOR-u), NZK, mnóstwo innych stanów zagrożenia życia, różnego rodzaju badania diagnostyczne, wiele drobnych zabiegów chirurgicznych, większe zabiegi chirurgiczne, diagnostyczne (np. punkcje brzuszne), intubacje, reanimacje, pełnozakresowa desmurgia miękka i twarda. Wszelkiego rodzaju unieruchomienia, repozycje złamań, zwichnięć, pełnozakresowa opieka nad pacjentem przebywającym w sali obserwacyjnej (niejednokrotnie w ciężkim stanie, np. oczekującego na transport do specjalistycznego oddziału w innym szpitalu; niekiedy przez kilka godzin). Przebywają tam też pacjenci, którzy np. wymagają hospitalizacji a brakuje miejsca w szpitalu. Mnóstwo EKG, Rtg, USG, badań laboratoryjnych, kroplówek, leków, gipsów i sama nie wiem jeszcze czego. Nie można też pominąć roli Izby Przyjęć jako izby wytrzeźwień. I jeszcze wiele innych atrakcji. Oczywiście należy pamiętać, że w tym oddziale wykonuje się także to, co jest podstawą jej działań - przyjęcia do szpitala. Mnóstwo dokumentacji, komputery i ciągły bieg. Średnio 50 przyjęć planowych na dzień, nie mówiąc o nieplanowych. i około 100 pacjentów ambulatoryjnych (bez skierowań) - urazy, bóle brzucha, serca. Na to wszystko 2 pielęgniarki na dyżurze, 1 sekretarka, 1 salowa no i oddziałowa. Na nocce 2 pielęgniarki i echo. Godzina 2, 3 w nocy a tu jak na Marszałkowskiej. Bezustanny ruch. Pracy naprawdę niemożliwie dużo. Pomimo braku pediatrii i pediatry dzieci są również "załatwiane" w tej izbie. Wychodząc z dyżuru jesteś nieprzytomna, masz mroczki w oczach i nie wiesz jak się nazywasz. Nie ma czasu na herbatę, posiłek nawet siku. Po 12 godzinach jesteś wysuszona na wiór, żołądek ci skręca z głodu a moczyk mógłby wypalić dziurę w sraczyku. Ale za to wszystko to taka szkoła życia i nauki zawodu, że chyba nie ma lepszej. Nie wiem co wybierzesz ale jeśli zależy ci na doświadczeniu to gorąco polecam taki oddział. Przepracowałam tam 20 lat i gdyby nie finanse dalej pracowałabym właśnie tam. Tęsknie za tym miejscem pracy. Tam musisz być szybka, bystra, często zaczynasz działać zanim zjawi się lekarz. Na izbie pielęgniarka jest naprawdę partnerem lekarza na każdym polu. Lekarze rozmawiają z tobą, słuchają twojego zdania i twoich sugestii a nie tylko wydają polecenia. A ponadto ja i koleżanki miałyśmy to szczęście, że mogłyśmy podnosić swoje kwalifikacje w każdej formie. Ciężko było dopóki oddziałowa sama nie przeszła specjalizacji ale później potrafiła to docenić i namawiała wszystkie dziewczyny do udziału w kursach, specjalizacjach, studiach, itd. Kobieto jedno co radze ci z całego serca, nie daj się zaszufladkować, zamknąć i założyć klapek na oczy. Jesteś młoda to korzystaj i zdobywaj doświadczenie póki masz na to siły i czas, zanim ogranicza cię obowiązki rodzinne. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za twoja karierę
Domagają się astronomicznych sum, uciekają się do szantażu i wiecznie oczekują naszego współczucia. Na związki zawodowe można złorzeczyć, pytanie, co zrobić, żeby jednak na coś się przydały.

– Najgorsze jest żerowanie na cudzej bezradności – mówi mi kobieta, którą zaczepiam pod warszawskim szpitalem na Banacha i zadaję banalne pytanie do radiowej sondy: co pani myśli o strajkach w służbie zdrowia? Jest 2007 rok. Placówka praktycznie nie pracuje. Nawet ważne operacje przesuwa się o dwa, trzy miesiące – bez gwarancji, że do tego czasu strajk się zakończy. – Lekarze wiedzą, że mogą strajkować do woli, bo wszyscy jesteśmy na ich łasce i niełasce – dodaje odprawiona z kwitkiem pacjentka. Ale pani tego nie nagrywa, mówi, i sprzedaje mi wersję oficjalną: lekarzom należy się więcej pieniędzy, a skoro państwo nie szanuje ich pracy, pozostaje im już tylko strajk, którego oczywiście nie chcą, bo przecież dobro pacjentów, przysięga Hipokratesa, etyka zawodowa.

Prawie nikt w naszym kraju nie przyzna, że doniesienia medialne rozpoczynające się od wyświechtanego sformułowania: „dramatyczna sytuacja w szpitalu XYZ” – nie robią na nim wrażenia. Podobnie jak coraz bardziej rozdzierające gesty górników z Budryka, którzy najpierw spędzili w kopalni święta, a potem wysłali do Warszawy swoje kobiety, co miało zmiękczyć ministra gospodarki Waldemara Pawlaka. Prawie nikt nie powie głośno tego, co myślą prawie wszyscy: że górnikom i lekarzom łatwo jest stawiać żądania, bo są nam potrzebni, podczas gdy tyle jest innych zawodów, których przedstawiciele marnie zarabiają, i nawet głodując – niewiele by wskórali. Nie czarujmy się – groźba nauczycieli z ZNP, że będą strajkować w czasie matur, nie robi takiego wrażenia jak okrzyczane odejście od łóżek pacjentów.

Podwyżka ważniejsza niż praca?

Dziś związkowcy cieszą się fatalną opinią i to nawet wśród swoich. Z chwilą zakończenia protestu w Budryku do pracy powróciło trzystu górników, którzy przez ostatnie półtora miesiąca nie mogli zjechać do kopalni, terroryzowani przez garstkę protestujących. Każdego dnia protestu Budryk tracił około 2,5 mln zł, a protest trwał 46 dni. Mocno upraszczając sprawę – związkowcy domagali się podwyżek, lekką ręką pozbywając się ponad dwóch milionów dziennie i ryzykując utratą pracy albo w najlepszym wypadku zdrowia (kiedy prace w kopalni stanęły, zaczęło narastać zagrożenie pożarowe). Większość obsady zakładu chciała pracować. Ani podawanie przez bramę kopalni wigilijnych dań w termosach, ani żony górników śpiewające w Warszawie o świętej Barbarze nie zrobiły wrażenia na internautach, którzy decyzję związkowców o zaprzestaniu akcji protestacyjnej skwitowali krótko: „Przestraszyli się, że ich ludzie na taczkach wywiozą” (gazeta.pl) albo też „Tchórze, pijaki i szaleńcy. Prawie zniszczyli kopalnię!”.

Kopalnia Budryk stała się areną takich samych przepychanek, jak państwowe stocznie w latach 90. Kierownik jednego z wydziałów upadłego zakładu mówi: – Dużo nas nie pracowało, w całej firmie ze 150 osób. Kończyły się zlecenia z kraju, ale odezwał się inwestor zagraniczny, mogliśmy przekształcić zakład i przestawić się na produkcję małych jednostek. Związkowcy byli temu przeciwni, co wydawało się jasne – państwowe firmy liczą się z ich roszczeniami w dużo większym stopniu niż prywatne. Tyle że protest od początku do końca był bezcelowy. Państwo po prostu nie potrzebowało tej stoczni. Jednak w wyniku konfliktu na linii kadra – związkowcy zakład nie został sprywatyzowany; niebawem postawiono go w stan upadłości. Inżynierowie załapali się na etaty w powstających jak grzyby po deszczu prywatnych spółkach stoczniowych. Część robotników została na lodzie. Od działaczy miejscowej Solidarności nadal można usłyszeć o „celowym doprowadzeniu do upadku” firmy, która, ich zdaniem, „znakomicie prosperowała”.

Działania związkowców wydają się mieć coraz mniej wspólnego z walką o godne zarobki dla ludzi pracy. Gdyby taki był rzeczywisty cel protestów – związki nie urządzałyby strajków zagrażających firmom i nie poddawałyby w wątpliwość decyzji, które mogą firmom pomóc – taka jest opinia przeważającej części pracodawców. Związki wolą – jak wyobrażają to sobie szefowie zakładów - postawić wszystko na jedną kartę i wywalczyć podwyżki, nawet jeśli wyczerpany strajkiem zakład miałby upaść nazajutrz po zawarciu porozumień płacowych.

Tu warto się jednak zatrzymać. Po co związkowcy mieliby sięgać po środki, które mogłyby im samym zaszkodzić? Nie wszystkich liderów związkowych można w końcu podejrzewać o skrajną krótkowzroczność i prywatę. Podwyżki, o które walczy się nawet drastycznymi środkami, są jedynie środkiem do celu – tłumaczy mi Krzysztof Bukiel, szef Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, jeden z głównych organizatorów ubiegłorocznych strajków. – Celem jest odzyskanie prestiżu – mówi Bukiel. Lekarze czy nauczyciele harują na kilku etatach, a takie rozmienianie się na drobne obniża wartość ich pracy – wyjaśniają związkowcy. Wiedzą, że balansują na cienkiej linie. Wydawało by się zatem, że kolejność działań jest mniej więcej taka: po pierwsze – zażądać podwyżek; po drugie – unaocznić opinii publicznej, co się stanie lub może stać, gdy płace nie wzrosną; i po trzecie – czekać na reakcję władz. Jeśli skończy się na podwyżkach, w zasadzie nie można jeszcze mówić o sukcesie.

Jeśli natomiast jednorazowemu wzrostowi płac towarzyszy propozycja systemowych rozwiązań, które zapobiegłyby podobnym problemom na przyszłość – związkowcy uznają, że osiągnęli cel. Tak przewiduje model teoretyczny, z praktyką – zwłaszcza w branży górniczej, gdzie górna granica pensji zdaje się nie istnieć – bywa różnie. Pewne jest jedno – żeby doszło do przełomu w myśleniu o płacach, a nie tylko zmiany ich wysokości, trzeba sięgnąć po ostateczne środki. – Wiemy, że ludzie nas nienawidzą – przyznaje bez ogródek Krzysztof Bukiel. I ujawnia, że związki mają arsenał drastycznych środków – „straszaków”, po które być może nigdy nie odważą się sięgnąć: – W zeszłym roku zastanawialiśmy się nad zaprzestaniem wypisywania aktów zgonu, ale pomysł nie został przegłosowany. Chyba sami nie potrafiliśmy sobie wyobrazić chaosu, jaki mógłby wówczas zapanować – dodaje Bukiel.

A zatem w działaniach związków mamy do czynienia również z elementem spektaklu – nagłaśnia się co bardziej szokujące akcje i wygórowane żądania, bardziej w celu unaocznienia problemów, wymagających długofalowych działań naprawczych, niż załatwienia tzw. bieżączki. Dlatego między innymi odejście pielęgniarek od łóżek pacjentów nie oznacza pozostawienia ich bez opieki – w czasie protestu zajmują się nimi lekarze i siostry oddziałowe. A po kilku godzinach strajku pielęgniarki znowu są do dyspozycji chorych. Zresztą to nie jedyna strzelba, która – choć widoczna już w pierwszym akcie strajkowego dramatu – raczej nie ma szans wypalić nawet w momencie szczytowego napięcia.

Niezgodność charakterów

Drugim elementem spektaklu są bowiem różnice między związkami. Mowa tu zarówno o postulatach, jak i stosowanych środkach perswazji. Dla przykładu – w kopalni Budryk działa osiem związków, a grudniowy protest organizowały trzy, czwarty przyłączył się później. Tym razem „łamistrajkami” okazali się między innymi członkowie Solidarności, której przewodniczący Andrzej Powała pytał bez ogródek: – Czy 18,6 procent wzrostu średniej płacy, którą wywalczyliśmy dla górników z Budryka, nie było korzystne dla załogi? W tym samym czasie u konkurencji, w Katowickim Holdingu Węglowym, trwały spory pomiędzy Sierpniem ’80 a Związkiem Zawodowym Górników. Ci pierwsi twierdzili, że trzeba walczyć o dodatkowe podwyżki, bo szefostwo dało symboliczne kwoty, a obiecywało złote góry. Drudzy byli zdania, że górnicy dostali dość pieniędzy, trzeba je tylko mądrze rozdzielić. Na innym froncie – w oświacie – ścięły się w międzyczasie Solidarność i Związek Nauczycielstwa Polskiego. Szef tego drugiego związku Sławomir Broniarz stwierdził, że nie jest w stanie usiąść przy jednym stole z Solidarnością i uzgadniać z nią strategii walki o podwyżki. – Byliśmy obrażani, zarzucano nam postkomunistyczne pochodzenie – narzekał na konkurencję Broniarz.

Czy nie sensowniej byłoby zjednoczyć się w walce o wspólną sprawę? Byłoby, gdyby „wspólna sprawa” w ogóle istniała. Tymczasem trudno się dziwić związkom, które mają różne pochodzenie i statuty, że nie domagają się dokładnie tego samego i nie stosują tych samych metod nacisku – choć nie przydaje im to wiarygodności. Jednak w kraju, gdzie nie udaje się niczego (poza okazjami typu żałoba po Janie Pawle II) przeprowadzić ponad podziałami partyjnymi, zróżnicowanie postaw politycznych (sic!) między związkami nie powinno nas oburzać. Dlaczego nasi reprezentanci mieliby być lepsi od nas? I tak za sukces należy uznać wspólny przemarsz różnych związków nauczycielskich i pielęgniarskich w czasie ubiegłorocznej fali protestów.

Etos szantażysty

Związkowcy mają w naszym kraju swoją legendę – w pełni zasłużoną, bo to oni walczyli w Szczecinie w 1971 roku i w Gdańsku dziewięć lat później, od związku zaczęła się Solidarność i to pozostaje dla wszystkich jasne. Ale dzisiejszy ruch związkowy, choć żeruje na tej legendzie – wydaje się być pozbawiony etosu i koncentrować wyłącznie na doraźnych celach płacowych. Niepokoić muszą metody niektórych związków, wychodzących poza opisany wcześniej etap „teatralnego” straszenia. Sytuacja wymknęła się spod kontroli co najmniej dwa razy. Pierwszy raz – w czasie demonstracji górników latem 2005 r. w Warszawie sześciu policjantów zostało rannych, a dziesięciu protestujących zatrzymano. Górnicy używali petard i rzucali w policję metalowymi nakrętkami. Wielu było pijanych. I drugi raz – gdy w styczniu tego roku stanęła wschodnia granica. Zastrajkowali celnicy, w kolejkach do przejść stały tysiące TIR-ów; jeden kierowca, oczekujący na odprawę ponad 35 godzin, zmarł z powodu niewydolności serca. Wybierając się do Ministerstwa Skarbu na negocjacje w sprawie podwyżek, Iwona Fołta ze Związku Zawodowego Celników ostrzegała: – Jeśli nie dojdzie do porozumienia, sama boję się pomyśleć, co będzie. Porozumienie – rzecz jasna – zostało dogadane. Wygląda na to, że w naszym cywilizowanym skądinąd kraju szantażowanie kolejnych ekip rządzących pozostaje najskuteczniejszą metodą walki o podwyżki. Celnicy mogą zablokować ruch graniczny, górnicy – zdemolować pół Warszawy. Co mogą w tej sytuacji nauczyciele czy pielęgniarki? Ubiegłoroczne „białe miasteczko” pod Kancelarią Premiera nie podsunęło ówczesnemu szefowi rządu Jarosławowi Kaczyńskiemu innych refleksji niż ta, że „te panie” źle prezentowały się pod budynkiem, w którym on przyjmował ważnych gości. Choć w tym roku siostry posunęły się dalej – odeszły od łóżek pacjentów – w wielu szpitalach nadal nie ma sensownych porozumień płacowych.

To nie przypadek, że jedne związki posuwają się w swoich działaniach dalej niż inne – górnikom i lekarzom na ogół udaje się wywalczyć podwyżki, a pozostali od lat domagają się godnej płacy i jeżeli już coś dostają, na ogół nie są to oszałamiające kwoty. Dlatego – choć związki zasłużenie mają złą prasę – zbyt łatwo byłoby obarczać je winą za brak sensownej, rozplanowanej na lata polityki płacowej. Wypracowanej drogą ponadpartyjnych negocjacji, a nie tworzonej od zera, na chybcika, przez kolejne ekipy rządzące. Czemuś powinny służyć komisje trójstronne. Czemuś powinny służyć ekspertyzy, z których wynika, że nie można bez końca dokładać do nierentownych zakładów. I przede wszystkim – zamiast w nieskończoność zapowiadać ukrócenie związkowej wolnoamerykanki przy pomocy stosownych ustaw, należy to wreszcie zrobić. A związki mogą w tym pomóc – one także są zainteresowane eliminowaniem bojówkarskiej konkurencji, a wewnętrzne problemy zakładów czy nawet małych grup pracowników znają lepiej niż ministrowie. Pytanie, kiedy przestaniemy w końcu udawać, że wzrost gospodarczy rozwiązał wszystkie nasze problemy, i kiedy racjonalna polityka pracy i płacy zastąpi obietnice mnożące się wprost proporcjonalnie do wzrostu słupków poparcia.

Aldona Zabłocka
www.onet.pl

>